Kilkadziesiąt lat temu (!!!) jeden z moich kolegów z klasy oblał maturę z polskiego, bo na egzaminie pisemnym dostawszy temat “bohater romantyczny” dość przekonująco uzasadnił, że postać ta w naszej literaturze nie wyróżniała się umiejętnością używania własnego rozumu i logicznego myślenia (z czym się zgadzałem, ale nie miałem wtedy odwagi tego napisać
)
Dziś czytam ze zdumieniem:
“Rzeczywiście, egzamin maturalny w obecnym kształcie bada przede wszystkim umiejętność samoograniczania się” – przyznał kilka dni temu w rozmowie z DZIENNIKIEM szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, prof. Krzysztof Konarzewski. I wystosował do maturzystów bezprecedensowy apel: “Nie silcie się na oryginalność. Najbardziej twórcze pomysły odłóżcie na inną okazję”.
a potem
…w czasie przygotowań do próbnej matury jeden z kolegów chciał omówić tekst w oryginalny sposób, jednak inni uczniowie szybko go przekonali, że bezpieczniejsza będzie odpowiedź sztampowa. “Gdy nauczycielka sprawdziła prace według klucza, okazało się, że mieliśmy rację” – opowiada maturzystka.
Absurdalność klucza dobitnie potwierdził nasz ubiegłoroczny eksperyment, w którym maturalny esej napisali pisarz Antoni Libera i historyk idei Marcin Król. Ten ostatni oblał egzamin, a Libera ze swoim wynikiem nie miałby szans dostać się na polonistykę.
To powinno być już bardzo poważnym sygnałem alarmowym, że coś z systemem jest bardzo nie tak. Co zrobiła odpowiedzialna pani minister:
Minister edukacji zapowiedziała wtedy, że system zostanie poprawiony. Obietnicy nie dotrzymała.
W ten sposób, za nasze pieniądze w kolejny sposób okalecza się młodych ludzi zmniejszając ich szanse w nowoczesnym świecie, co mi osobiście szczególnie przeszkadza. Jak ktoś próbuje zrobić krzywdę mnie, to przynajmniej wiem jak się bronić, ale robić coś takiego osiemnastolatkom!!!
Młodsze Koleżanki i Koledzy, nie dajcie się, odhaczcie jakoś tę chorą instytucję, a potem zacznijcie samodzielnie zdobywać niezbędną wiedzę i umiejętności. Jak scedujecie to na państwo, to widzicie co z tego zrobią różne mentalne dziadki. Wstyd mi za nich, bo to jest metrykalnie moja generacja.

77 Comments
Ta “nowa matura” faktycznie tak jest skonstruowana – z jednej strony traktuje wszystkich tak samo, bo pod taki sam klucz podpadają, z drugiej krzywdzi osoby kreatywne. Pisałem ją jako pierwszy rocznik… na szczęście z polskiego nie byłem wtedy kreatywny, choć dziś miałbym pewnie problem by ją zdać
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Myślę że to jeden z przykładów szkoły “równania w dół”. Z tego co pamiętam, to nie jest tak, że zapomniano czy pominięto kreatywnych – w puli na maturze z polskiego są przewidziane dla dyspozycji oceniających punkty za “szczególne walory pracy” – bodajże aż 4 na 50 możliwych do zdobycia. Widać więc proporcje między pochwalaniem schematów a docenianiem kreatywności ;]
Od czasu do czasu słychać tego typu pomysły na uzdrowienie różnych sytuacji i wygląda na to, że żadne środowisko nie jest nań odporne ;] Inna genialna inicjatywa z tej serii, na szczęście jeszcze nie zrealizowana:
http://www.youtube.com/watch?v=2k4Kox6P2A0&feature=channel_page
Michał:
Tego felietonu nie słyszałem… podoba mi się. Dzięki za link!
Serdecznie Witam,
Maturę zdawałem 2 lata temu, więc temat jest mi dość bliski.
Problem dotyczy nie tylko matury z Języka Polskiego, ale także innych przedmiotów.
Osobiście, zdawałem także maturę z informatyki.
Sytuacja z tego przedmiotu jest naprawdę interesująca.
Wystarczy spojrzeć na średnie wyniki z egzaminu:
2006 – 23,9% (za http://www.cke.edu.pl/images/stories/Matura2006wyniki/raport_mat_przyr.pdf)
2007 – 37 % (za http://www.cke.edu.pl/images/stories/Wyniki07mat/sprawozdanie_ogolne_a.pdf)
2008 – 36 % (za http://cdn.gazeta.pl/bi.gazeta.pl/im/6/5410/m5410546.jpg)
Próg zdawalności na maturze – 30%(gdzie zwykle aby zaliczyć na studiach, czy w szkole średniej próg wynosi 45-50%)
Czy faktycznie stan wiedzy z informatyki jest aż tak niski?
Np. w roku 2008 matura z informatyki mogła być zdawana tylko na poziomie rozszerzonym.
Kto wybiera taki poziom trudności?
Zwykle osoby które znają się na tym.
Czy faktycznie 6% ponad próg zdawalności to satysfakcjonujący wynik?
Kto układa i akceptuje egzamin, którego średni wynik, dla osób dobrowolnie do niego przystępujących, jest poniżej 40%?
Z rozmów z zaprzyjaźnionym nauczycielem wynika, że nawet osoby które zawodowo uczą informatyki, materiału który obejmuje maturę, nie były w stanie rozwiązać zadań w wyznaczonym czasie(mam na myśli matury z poprzednich lat).
Skoncentrowałem się akurat na tym przedmiocie, aby pokazać, że to po prostu nie działa tak, jak powinno.
“It’s broken” – nawiązując do jednego z poprzednich wpisów.
Pozdrawiam,
Marcin Wojciech
Marcin
“broken” to jest w tym przypadku eufemizm
Nawiasem mówiąc jest dodatkowy głos w prasie http://www.dziennik.pl/opinie/article372488/Maturalny_cynizm.html
Warto przynajmniej wyciągnąć wnioski dla samego siebie: nasz system edukacji (nie tylko egzamin maturalny) kuleje i raczej nie oczekiwałbym na to, że szybko się to zmieni, a więc nie warto tej formy edukacji zbyt sztywno się trzymać. Lepiej samemu zadbać o swoją wiedzę i umiejętności (czyli podobne wnioski, które wyciągnął Alex). Smutne tylko jest to, że osoby, które mają potencjał twórczy i jednocześnie mało wiary w siebie przyrównuje się do istniejących szablonów, które nie wnoszą żadnego postępu dla ludzkości.
Ja idąc na maturę z języka polskiego miałem w głowie cały czas: “klucz, klucz, klucz…”
Pozdrawiam
Kamil
Orest
Cieszę się że Ci się spodobało ;]
W kwestii edukacji jeszcze: Na którymś z blogów – chyba Testeqa – przeczytałem coś, co moim zdaniem świetnie pasuje do tematu. Brzmiało mniej więcej tak: Konie mają na tyle wygodnie,że powożący za nie myśli.
Jeśli kiedykolwiek będę dyrektorem szkoły, to taką maksymę każę wyryć złotymi literami nad frontowymi drzwiami ;]
pozdrawiam
Michał
Kamil:
“Lepiej samemu zadbać o swoją wiedzę i umiejętności (czyli podobne wnioski, które wyciągnął Alex).”
Ja rzuciłem studia, gdy zacząłem często słyszeć od ćwiczeniowców: “Panie Oreście, ja się z Panem zgadzam, ale w książce jest inaczej i nie mieszajmy grupie”
Przyznam, że uczenie się na własną rękę i bez egzaminowania mnie z wiedzy, z którą się nie zgadzam czy uważam za niepotrzebną jest zdecydowanie efektywniejsze
Poza tym życie zweryfikuje moją wiedzę.
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Michał Hubicki – świetny link,
Alex – eufemizm – zgadzam się, nie można było tego ująć lepiej.
Zadbać o wiedzę, owszem można ale trudno oczekiwać tego od licealistów i niższych roczników. Można by coś oczekiwać od p. minister, ale jak widać trudno.
Polska, kraj absurdów.
Trzeba to zmienić.
Sam jestem ostatnim rocznikiem, który zdawał starą maturę.
Nauczycielka się starała zainteresować nas tematem, chciałbym wiedzieć jak teraz uczy licealistów do nowej matury? Czas odświeżyć kontakt.
pozdrawiam serdecznie
Piotr
Piotr
Aby być sprawiedliwym, muszę powiedzieć, że widywałem absurdy w każdym kraju, w którym miałem okazję mieszkać
Tutaj mnie to boli bo dotyczy młodych ludzi, którzy nie potrafią się bronić lub przeciwstawić
Pozdrawiam
Alex
Ktoś, kto wymyślał, w jaki sposób będą oceniane prace maturzystów bardzo, ale to bardzo chciał, żeby wszystkie prace były oceniane według twardych, prostych i jednoznacznych kryteriów. Psycholog poznawczy powiedziałby, że proces oceny wypracowania jest oparty na heurystykach, co oznacza, że oceniający w dużej mierze kieruje się intuicją, wrażeniami i w dużym stopniu nie jest w stanie wyjaśnić dlaczego daną pracę ocenił na tyle czy tyle punktów. Tymczasem autorzy reformy egzaminu maturalnego założyli, że ocena wypracowania jest możliwa przy zastosowaniu pewnego algorytmu. Po prostu wrzucasz dane do komputerka i uzyskujesz wynik. Zawsze taki sam dla danego zbioru danych. Innymi słowy wynik (ocena) zawsze jest ta sama, bez względu na to, czy pracę ocenia ktoś w Warszawie, czy w Kociej Górze. No i tu się niestety okazuje, że nie da się wtłoczyć myślenia opartego o heurystyki w algorytm.
I to chyba dlatego tak strasznie system maturalny zabija w naszej młodzieży chęć do twórczego myślenia.
Aleksie, dlaczego namawiasz młodych ludzi do porzucenia szkoły (średniej)!?
To prawda, system szkolnictwa nie jest idealny, ale nie chcesz chyba dopuścić do sytaucji, w której coraz mniej uczniów czyta książki? To jest dopiero absurd! Żeby ludzie kończący maturę (i zadający ją, o dziwo!) nie przeczytali narodowej epopeji,, “Pana Tadeusza”. To nie żart! Zobacz, tutaj: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/10,88722,6567767,_Pana_Tadeusza_nie_przeczytalem_.html
Czy to wg. Ciebie jest w porządku?
Pozdrawiam – Ryszard.
Ryszardzie
W którym miejscu namawiałem kogokolwiek do porzucenia szkoły średniej???
Piszesz :” ale nie chcesz chyba dopuścić do sytuacji, w której coraz mniej uczniów czyta książki?”
Jako człowiek, który za własne pieniądze powołał do życia i utrzymuje Biblioteczkę Czytelników http://biblioteczka.alexba.eu/ dziwię się, że kierujesz coś takiego do mnie.
Ten artykuł przeczytam później
Pozdrawiam
Alex
Aleksie, jak w takim razie mam zinterpretować tę wypowiedź: “Młodsze Koleżanki i Koledzy, nie dajcie się, odhaczcie jakoś tę chorą instytucję” ?
A dalej,
“Jako człowiek, który za własne pieniądze powołał do życia i utrzymuje Biblioteczkę Czytelników http://biblioteczka.alexba.eu/ dziwię się, że kierujesz coś takiego do mnie.”
Aleksie, miałem na myśli kanon lektur obowiązkowych, które każdy uczeń chcący szczycić się średnim wykształceniem powinien znać. Gdybyś obejrzał film (to nie jest ARTYKUŁ), jeszcze raz podaję link http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/10,88722,6567767,_Pana_Tadeusza_nie_przeczytalem_.html wówczas wiedziałbyś o czym dokładnie mówię. Czy naprawdę uważasz, że ingnorancja tych młodych ludzi jest czymś w porządku!?
Osobiście nie widzę żadnej przyszłości dla ludzi, którzy dzięki swojej niewiedzy (i, co gorsza szczyceniu się nią), a także kombinowaniem “załatawiają” sobie maturę.
Pozdrawiam – Ryszard.
Jeśli was to interesuję, mogę opisać jak nasza nauczycielka przygotowała nas do matury:
Poza normalnym programem nauczania, na początku ostatniego roku, przeprowadziła test z “wypracowania z kluczem”. Wyniki były dosyć rozczarowujące, dlatego zdecydowała się, że takie testy będzie robić tak często, aż w końcu nauczymy się mechanizmu klucza. Przyznam, że było to dosyć frustrujące – zgadywać w kółku co miał na myśli autor klucza.
Jednak efekt był taki, że język polski była przedmiotem który poszedł nam zaskakująco dobrze, pomimo tego, że byliśmy klasą o profilu matematyczno-przyrodniczym, a polski nie był naszą mocną stroną.
Jeśli uczniowie faktycznie chcą mieć wysoki wynik z matury, muszą się dostosować do tego w jaki sposób jest ona oceniana.
Jeśli już poruszyliśmy ten temat – Jakie dokładnie zmiany możecie zaproponować?
Czy znacie system który byłby zadowalający i mógłby zostać z powodzeniem zastosowany w Polsce?
Jeśli widzimy ze coś jest nie tak, może warto określić możliwe rozwiązania.
Zapraszam do dyskusji.
Pozdrawiam,
Marcin Wojciech
edit: Oczywiście nie klasą matematyczno-przyrodniczą ale matematyczno-informatyczną – rezultat myśli o egzaminie gimnazjalnym…
Ryszard
Pytasz: “jak w takim razie mam zinterpretować tę wypowiedź: “Młodsze Koleżanki i Koledzy, nie dajcie się, odhaczcie jakoś tę chorą instytucję” ?”
To bardzo proste
“Przejdźcie przez tę instytucję tak, aby nie zrobiła Wam krzywdy, możliwie z najmniejszą stratą czasu i energii. ”
Teraz na spokojnie przyjrzyjmy sie kwestii lektur.
Jeżeli Ci młodzi ludzie nie czytają kanonu lektur obowiązkowych, to z ich punktu widzenia jest to działanie racjonalne. Może warto by się zastanowić, na podstawie jakich przesłanek tak uważają? Może coś w tym jest?
Nie jestem też aż takim pesymista jak Ty, kiedy stwierdzasz: “nie widzę żadnej przyszłości dla ludzi, którzy dzięki swojej niewiedzy (i, co gorsza szczyceniu się nią), a także kombinowaniem “załatwiają” sobie maturę.”
Wiesz, w biznesie działania przy niedostatku informacji i zastępowanie jej inteligentnym myśleniem (”kombinowaniem”) to chleb powszedni. Bez tego człowiek nadaje się zazwyczaj do pośledniejszych prac.
Faktem jest, że większość Polaków nie potrafi skutecznie używać języka ojczystego, ale obawiam się, że przeczytanie “Pana Tadeusza” nic tu nie zmieni, problem jest gdzieś indziej
Marcin Wojciech
Napisałeś: “Jeśli uczniowie faktycznie chcą mieć wysoki wynik z matury, muszą się dostosować do tego w jaki sposób jest ona oceniana.”
Czy w ten sposób wychowujemy niezależne jednostki i przywódców, czy też konformistów?
Jaki daje to skutek dla bezpośrednio zainteresowanych?
Jeżeli chodzi o mój osobisty pogląd w kwestii matury, to jestem za likwidacją. Niech każda uczelnia robi sobie nabór według indywidualnych kryteriów.
Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów w dalszych egzaminach życia
Alex
Wiele ze współczesnych testów/egzaminów służy do sprawdzania nie wiedzy ale umiejętności rozwiązywania takiego testu: na maturze umiejętność dopasowania się do klucza, na egzaminie teoretycznym na prawojazdy z rozwiązywania łamigłówek rysunkowych (bo nie z wiedzy jak “ja” mam się zachować na drodze) itd. Nawet studia stają się miejscem, gdzie egzaminuje się studentów z “odhaczania” przedmiotów a nie z uczenia się czy rozwiązywania konkretnych problemów.
Dawanie patentu uczelniom, szkołom czy instytucjom certyfikującym na to czy nasza wiedza/umiejętności są na odpowiednim poziomie czy też czy nadajemy się do pełnienia jakiejś funkcji zawodowej jest dla mnie małym nieporozumieniem. Osobiście wolę, aby te instytucje zajmowały się poszerzaniem wiedzy, trenowaniem umiejętności, rozwijaniem kreatywności czy myślenia a nie wydawaniem zaświadczeń
Życie jest egzaminem w którym realną konsekwencją jest jakość naszego życia a nie oceny, punkty czy procenty 
(Marcin – to mój pomysł na system)
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Ryszard:
Ta nieznajomość literatury nie obniża mojej jakości życia. Jestem zwolennikiem czytania wartościowych pozycji, które coś wnoszą do naszego życia a nie czytaniem dla czytania czy też zdobywania wiedzy dla samego jej posiadania.
Nie ma co się oburzać… ja również nie przeczytałem “Pana Tadeusza” jak i wielu pozycji z “kanonu lektur obowiązkowych”… i dobrze się z tym czuję
PS: Więcej książek przeczytałem po maturze niż przez cały okres edukacji
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Alex: “Czy w ten sposób wychowujemy niezależne jednostki i przywódców, czy też konformistów?
Jaki daje to skutek dla bezpośrednio zainteresowanych?”
Oczywiście, takie rozwiązanie promuje konformizm, jak z resztą chyba cały system państwowej edukacji(egzaminy po szkole podstawowej, egzaminy gimnazjalne, matury, studia).
Jako skutek uznałbym obniżone poczucie własnej wartości, nie wybijanie się przed szereg, nie wyrażanie głośno swojego sprzeciwu, brak chęci do zmiany.
Nie chciałbym aby moja poprzednia wypowiedź została odczytana jako aprobata i przyzwolenie dla tego rodzaju działań – jest dokładnie odwrotnie.
Czasami jednak, jako młodzi ludzie, nie mamy wyjścia – pewne zawody lub branże wymagają od nas przejścia przez formalną ścieżkę edukacji.
Był o tym wpis na blogu – http://alexba.eu/2007-05-16/rozwoj-kariera-praca/formalne-studia-kiedy-i-dlaczego-warto/ .
Życzę aby wszelkie szkodliwe absurdy szybko zniknęły z naszego otoczenia.
Pozdrawiam,
Marcin Wojciech
Aleksie: nie ograniczajmy życia do samej pracy. Nie jesteśmy przecież robotami
Moje ściślej postawione pytanie brzmi: jak ci ludzie odnajdą się później w towarzystwie ludzi na tzw. poziomie? Moim zdaniem będą mieli nie lada wyzwanie. Bo jaki poziom będą sobą reprezentować? Czym, że tak powiem zabłysną w towarzystwie?
Oreście: wydaje mi się, że chcąć żyć na pewnym poziomie, samemu trzeba reprezentować pewien poziom. Jak chcesz się odnaleźć w towarzystwie ludzi na tzw. poziomie nie mając np. tej elementarnej wiedzy o polskiej literaturze? Nie potraktuj tego jako atak na siebie, a raczej jako moje szczere zainteresowanie
Pozdrawiam – Ryszard.
A ja chciałbym się dowiedzieć, kogo dokładnie masz na myśli mówiąc o “ludziach na tzw. poziomie”?
Myślę że definicja takich osób to coś bardzo subiektywnego ;]
Ryszard
Obracam się w różnych środowiskach, również ludzi, o których chciałbym myśleć że są “na poziomie” i temat polskiej literatury jednym z tysiąca różnych, które mogę z takimi osobami poruszać – jego znajomość nie jest dla mnie warunkiem koniecznym odnalezienia sie wśród tych osób. Nawiasem mówiąc myślę, że dyskusje na temat obecnego kanonu lektur obowiązkowych są tematem dość rzadko spotykanym w rozmowach towarzyskich. I tutaj,z moim wolnorynkowym podejściem, wcale nie jestem pewien czy jest to coś, czym należy się specjalnie martwić ;]
Ryszard
Myślę, że Michał bardzo trafnie odpowiedział na Twoje pytania. Jeżeli życzysz sobie dokładniej, to chętnie to zrobię.
Michał
Brawo
Pozdrawiam serdecznie
Alex
PS: Tutaj macie kolejny kwiatek http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,6574879,Nauczycielce_dzwonil_telefon__Uniewaznia_mature_.html
Biorąc pod uwagę, że dyrektor powiedział :
“Na szkoleniu informowałem wszystkich członków komisji, że nie wolno wnosić komórek na salę.”
to należałoby sprawdzić u tej nauczycielki zrozumienie języka polskiego ze słuchu
I takie towarzystwo za pieniądze podatników (czyli też moje) wypuszczają nam na naszą młodzież!!!
Młodzieży, nie dajcie sie!!
Ryszard:
W każdym razie są to osoby bardzo interesujące i mamy wiele różnych tematów do rozmów, szczególnie o własnych przemyśleniach, odczuciach, doświadczeniach, planach, dziedzinach naszych zainteresowań itd. a nie o problemach osób wyimaginowanych (jakimi są najczęściej postaci literackie). A jeśli bycie “osobą na poziomie” wymaga znajomości sztuki, literatury, historii itd. to najwyraźniej nie mam zapędów do bycia “na poziomie”
Teraz nie wiem czy osoby z którymi się spotykam są osobami na poziomie czy nie
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Nadal trudno mi zrozumieć Wasze podejście i proszę o wytłumaczenie dlaczego uważasz, że ignorancja dzisiejszej młodzieży jest czymś w porządku?
Wciąż twierdzę, że pewien zakres elementarnej wiedzy o np. polskiej literaturze jest warunkiem koniecznym do świadomego życia i utrzymywania konktaktów z ludźmi na tzw. poziomie. Nie potrafię precyzyjnie zdefiniować owego “poziomu”, bo to się po prostu wyczuwa. Wielu ignorantów promujących się na tzw. “gwiazdy” możemy dzisiaj “podziwiać” w telewizji. Przykład z wczoraj:
“DZIENNIKARZ: Bylica, Wachnik, Gabas, Jagustynka, Jagna, Boryna… Z czym się panu kojarzą te postaci?
MICHAŁ KOTERSKI: Z niczym… A co to?
DZIENNIKARZ: Bohaterowie “Chłopów” Reymonta. A “Pana Tadeusza” pan zna?
MICHAŁ KOTERSKI: Tak, znam. Ale nie czytałem… ”
Więcej tutaj: http://www.dziennik.pl/zycienaluzie/gwiazdy-mowia/article373580/Koterski_Te_matury_sa_dla_kretynow.html
Pytanie do młodych czytelników: naprawdę impouje Wam tak lekceważące podejście do nauki?
Ryszard:
Bo się zapędzimy, tak jak ta dziennikarka:
“Czytałam “Pana Tadeusza”, “Chłopów” i wiele innych lektur, które powinniśmy jako ludzie wykształceni znać.“
Ciekaw jestem czy Pani dziennikarka lub Ty znacie budowę układu krwionośnego, pokarmowego czy immunologicznego… dlaczego przedkładamy wiedzę o czyjejś twórczości, o losach bohaterów wyimaginowanych nad wiedzę o rzeczach które są w nas?
Ja się z Tobą absolutnie zgodzę, że warto mieć rozległą wiedzę o tym co nas ciekawi i co nam potrzebne. Daleki jednak jestem od nazywania kogoś “kretynem” (do czego posunął się Michał Koterski odnośnie polityków) za nieznajomość w jakiejś dziedzinie – w tym wypadku literatury. Nie chciałbym również abyśmy mylili “umiejętność wybierania wiedzy dla nas istotnej” z “ignorancją”.
PS: Jeśli warunkiem bycia “osobą na poziomie” jest znajomość literatury to z pewnością wśród wielu noblistów z dziedzin ścisłych nieuświadczysz “ludzi na poziomie”. A to niepotrzebna wyimaginowana bariera w kontaktach międzyludzkich, którzy z pewnością mają wiele ciekawego do powiedzenia
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Uważam, że pora na głos tegorocznego maturzysty, czyli mnie
.
Moim zdaniem w tych gazetach też piszą takie tematy dość chwytne, bo wiadomo, że ludzie chcą poczytać jak to Ci Źli Układacze nie pozwalają Naszym Złotym Dzieciom zabłysnąć, bo dają durne pytania. Przejaskrawiam, ale warto się nad tym zastanowić.
Fakt, matura nie daje pola na popis wiedzy, ale od czegoś takiego są olimpiady. Jeśli ktoś ma sporo wiedzy z danej dziedziny, może to właśnie jest wyjście? Po kilku miesiącach codziennych wyrzeczeń, nieprzespanych nocach i słów typu “naprawdę mi Cię żal” ze strony otoczenia można być zwolnionym z matury z wynikiem 100% z poziomu rozszerzonego. Sam jestem tego przykładem. Z jednej strony taki wynik daje mi pewność jako olimpijczykowi studiowania na wielu kierunkach, z drugiej jest to świetnych przykład “wysiłku na 110 procent”, o którym pisał Orest na swoim blogu. Po piekle, przez jakie przeszedłem ucząc się na “olimpiadę z wosu” naprawdę inaczej postrzegam szkolne obowiązki.
Podsumowując, fakt, matura nie jest od popisywania się wiedzą, ale ostrożnie podchodziłbym do tych corocznych rewelacji maturalnych. To jest taki trochę sezon na użalanie się nad maturzystami, coś jak pisanie o szkodliwości gier na psychikę w sezonie ogórkowym na inne tematy przez różne tabloidy – od, żeby był chwytliwy temat. Jak ktoś chce pisać co mu na duszy leży, to można sobie założyć bloga. Jestem zwolennikiem nowoczesnej nauki i ubolewam, że w szkole takiej nie ma i z tym się zgadzam. Nie zgadzam się za to z coroczną wrzawą w mediach na temat tego, jaka to matura jest niesprawiedliwa, jak nie docenia Naszych Kochanych Dzieci Którzy Przygotowywali się Do Niej Każdego Dnia Przez Trzy Lata etc. etc.
Pozdrawiam,
Łukasz Kasza
Ryszard:
” Jak chcesz się odnaleźć w towarzystwie ludzi na tzw. poziomie nie mając np. tej elementarnej wiedzy o polskiej literaturze?”
Hmm. co wtedy mam ja zrobić? Porzucić na zawszę myśl o tym że w obcym dla mnie kraju o nazwie Polska (przyjechałam tu dopiero po maturze u siebie) nie będę mogła obracać się w towarzystwie ludzi na poziomie. No bo przecież nie znam lektur polskich! Myślę, że podejście jest mocno przesadzone. Zresztą obracam się w towarzystwie ludiz na poziomie i nam jakoś nie przeszkadza brak mojej wiedzy w zakresi kanonu lektur.
Alex,
U nas na Białorusi byłam rocznikiem, gdzy zaczynało się przejście z czegoś podobnego do starej polskiej matury na coś co podobne do nowej polskiej matury (8 lat temu!). Po-pierwsze stara nie zawierała wypracowań, miałeś sprawdzian z otrografii i tzw gramatyki. I miałeś omówienie jakiejś lektury (ustnie przed komisją, do wylosowania była 2 z około 60). Reszta przedmiotów – łatwiejsze do ustalenia mechanizmu oceniania (tam albo rozwiązałeś zadanie źle albo dobrze, albo opisałeś mechanizm działania czegoś źle albo dobrze).
Nasz rocznik mógł przystąpić wcześniej do testów ogólnokrajowych. Język rosyjski i białoruski był oceniany z poprawności/gramatyki/ortografii. NIE było możliwości jakiego-kolwiek formułowania myśli. Tu nei ma problemu ze stworzeniem klucza! Dążyło się do tego (i chyba tak już jest), ze te testy są oceniane wszędzie tak samo, uczelnie uznawały wyniki testów jako wyniki egzaminów wstępnych. ALE nie było tak, że wszystkie egzaminy wstępne można było zastąpić wynikami z testów. Trzeba było przedmioty specyficzne (wyznaczone przez uczelnie) jednak zdawać. I tu jak ktoś idzie na polonistykę czy nauki pokrewne -niech pisze wypracowania a wykładowcy ocenią lub nie jego kreatywność.
Łukasz,
Zgadzam się, olimpiady to fajna rzecz. Sama byłam kilka lat pod rząd laureatką olimpiad z matmy. Tylko u nas było z uznaniem tego trochę inanczej: maturę nadal musiałam pisać, a z egzaminów wstępnych z matmy byłam w większości uczelni zwolniona. Ale ja miałam chyba jednak trochę inną motywację do udziału w olimpiadach: nie po to żeby być zwolnioną z jakiego-kolwiek egzaminu. Ja to lubiłam, miałam z tego frajdę, bo olimpiady z matmy składały się z takich zadań, w których dla każdego trzeba było wymyślić niestandardowe, wychodzące poza ramy nauki w szkole podejście. One w pewnym sensie uczyły cię kreatywności i patrzenia w szerszej perspektywie, a również i rozkładania na czynniki pierwsze.
Piszesz, że Olimpiady daja możliwość popisu wiedzy. Nie wiem jak w Polsce to dokładnie wygląda, ale na Białorusi – na olimpiadzie wyróznionych może być max 9 osób z całego kraju (lub na poziomie województw 6*9 osób w sumie w całym kraju). Białoruś ma 10mln – i 9 osób to jets bardzo mało (a nawet 54 też) – to są naprawdę bardzo wybitne jednostki. A w Polsce jest 40mln -i np 9 osób ma szansę zostać docenionym w swojej kreatywności (trochę mała skala) Olimpiada spełnia SWOJE założenie – wynajduje te niewiele naprawdę ponadprzeniętnie super-wybityne osoby. Ale tych tylko ponadprzeciętnych to jest sporo więcej, co z nimi? Nie chcemy ich wynagrodzić? Chcemy ich zrównać w dół do całej reszty? A kto będize rozwijał kraj?
Olga
Oreście: ciekaw jestem czy Pani Olga lub Ty wiecie co to jest równik, potraficie wymienić z pamięci wszystkie dopływy Wisły czy scharakteryzować polskie gleby… ? Wiem, że niektórym odpowiedź na te pytania sprawia problem, a tymczasem jest to elementarna wiedza ze szkoły
Słyszałem od jednej tzw. “gwiazdy”, że też ma z tym problem. Ale po co równać do dołu?
Nie wypada nie znać geografii, biologii (jak słusznie zauważyłeś), matematyki, fizyki, a także tysiąca innych rzeczy, które jako ludzie chcący aspirować do kontaktów z ludźmi na poziomie powinniśmy znać.
To taka mała dygresja.
Ja nie twierdzę, że należy się ograniczać. Trzeba mieć wiedzę z każdej dziedziny, być wszechstronnym człowiekiem. Nie wypada nie znać literatury czy historii kraju, w którym przyszło żyć
Wydaje mi się, że to forum promuje jedyną słuszną wiedzę i to czego tutaj nie wypada to wychylać się, co poniektórym, z własnym zdaniem
Pozdrawiam – Ryszard.
Olga, wierzę, że napewno znasz przynajmniej literaturę swojego kraju i potrafiła byś o niej ciekawie opowiadać w towarzystwie ludzi na poziomie. Jeśli oczekujesz mojego komentarza w Twojej sprawie to uważam, że powinnaś znać także naszą polską, wspaniałą literaturę, a także zapoznać się z przebogatą historią naszego kraju. To jest naprawdę minimum
Ryszard
Napisałeś: “Wydaje mi się, że to forum promuje jedyną słuszną wiedzę i to czego tutaj nie wypada to wychylać się, co poniektórym, z własnym zdaniem”
Co dokładnie chciałeś przez to powiedzieć?
Pozdrawiam
Alex
PS: Co powiesz o kraju, którego ówczesny premier (doktorat polskiej uczelni!!) Nie zna refrenu hymnu narodowego (” z ziemi Polskiej do Wolski” http://www.youtube.com/watch?v=-BItp6g26ag ). Piętnuj takie rzeczy, bo są to utytułowani ludzie żyjący z pieniędzy podatników, a nie maturzystów, którzy próbują w racjonalny sposób selekcjonować wiedzę potrzebną w dzisiejszym świecie.
Witam serdecznie wszystkich uczestników dyskusji
W pełni zgadzam się z punktem widzenia Ryszarda. Znajomość historii, literatury, języków obcych (w tym oczywiście klasycznych), matematyki uchodziła od conajmniej 25 wieków za fundament wykształcenia młodego człowieka. Muszę przyznać, że odejście od tego modelu, zwanego wykształceniem klasycznym, wywiera niezwykle negatywny i destrukcyjny wpływ na współczesną szkołę. Jest to oczywiście problem znacznie szerszy, który trudno opisać krótką notatką na blogu. Postaram się jednak wesprzeć Ryszarda w jego argumentacji.
Alex:
“Faktem jest, że większość Polaków nie potrafi skutecznie używać języka ojczystego, ale obawiam się, że przeczytanie “Pana Tadeusza” nic tu nie zmieni, problem jest gdzieś indziej”
Czy mógłbyś wskazać, gdzie leży w problem? W jaki sposób nauczyć się mówienia nie tylko poprawnego gramatycznie, ale również pięknego jeśli nie z książek? Telewizja? Przeglądając Twojego bloga kilka razy znalazłem wyjątkowo negatywne opinie o niej, z czym się w pełni zgadzam. Radio? Trzeba mieć wyjątkowe szczęście, żeby trafić na ciekawą audycję. Gdzie zatem szukać ratunku?
Orest:
“…ja również nie przeczytałem “Pana Tadeusza” jak i wielu pozycji z “kanonu lektur obowiązkowych”… i dobrze się z tym czuję
”
Gratuluję dobrego samopoczucia.
“Ta nieznajomość literatury nie obniża mojej jakości życia.”
Masz rację, czytanie arcydzieł literatury czy znajomość historii nie jest niezbędne, ażeby mieć wysoką “jakość życia”. Jednak ich nieznajomość sprawia, że kultura polska, kultura europejska, całe cywilizacyjne dziedzictwo, które Cię otacza staje się dla Ciebie niezrozumiałe – a to bardzo przykre.
“Ciekaw jestem czy Pani dziennikarka lub Ty znacie budowę układu krwionośnego, pokarmowego czy immunologicznego… dlaczego przedkładamy wiedzę o czyjejś twórczości, o losach bohaterów wyimaginowanych nad wiedzę o rzeczach które są w nas?
”
Znajomość biologii jest również ważna, nie widzę powodu dla którego człowiek wykształcony miałby tego nie wiedzieć. Niemniej jednak, literatura (jeśli już o niej mówimy) to nie jest tylko opowieści o “wyimaginowanych bohaterach”, ale coś znacznie więcej, to również zapis czasu, emocji, zwyczajów, kultury, rozterek. Przecież twórczość Szekspira, Mickiewicza, Dickensa, Dantego, Dostojewskiego, Prusa, Goethego jest przepełniona pytaniami, które są ponadczasowe, z których do dziś wielu ludzi czerpie natchnienie, inspiracje. Nikt nie ma jakiegokolwiek obowiązku ich znać – ale bez nich ciężko nazwać osobę “wykształconą”.
Olga:
“Hmm. co wtedy mam ja zrobić? Porzucić na zawszę myśl o tym że w obcym dla mnie kraju o nazwie Polska (przyjechałam tu dopiero po maturze u siebie) nie będę mogła obracać się w towarzystwie ludzi na poziomie. No bo przecież nie znam lektur polskich!”
Myślę, że nie tu leży problem. To oczywiste, że przyjeżdżając do nowego kraju nie musisz znać dokładnie jego kultury, tradycji, zwyczajów – na to potrzeba czasu. Po pewnym okresie naturalnie wypada je jednak poznać, to znacznie ułatwi zmniejszenie ewentualnej bariery w nowym środowisku. Poza tym istnieje coś takiego jak kanon europejski, który jest jeszcze uczony w szkołach (przynajmniej w moim liceum był) tzn. znajomość epok literackich, historii sztuki, historii powszechnej, Biblii która to znajomość pozwala na świadome obcowanie z kulturą łacińską – powszechną w całej Europie.
pozdrawiam
Jakub
Jakub
Witaj w naszym gronie
Ratunku trzeba szukać w dobrym i współczesnym słowie pisanym (niekoniecznie w książkach napisanych bardzo dawno temu albo wierszem, albo kompletnie niestrawnym językiem (Nałkowska). To jest lektura dla ludzi chcących studiować historię języka polskiego, a nie jego sprawne używanie.
Osobiście jestem wielkim zwolennikiem czytania książek (patrz Biblioteka, lub post http://alexba.eu/2006-03-30/rozwoj-kariera-praca/czytanie-zagraza-glupocie/ ), ale męczenie młodych ludzi niektórymi tekstami uważam za niehumanitarne.
Zgadzam się też, że oczytanie i ogólna wiedza o świecie jest potrzebna, ale proszę, to co daje szkoła to często karykatura!!
Pozdrawiam serdecznie
Alex
Olga,
sporą przesadą jest uznawać 9 laureatów za 9 wśród 40 milionów. Byłoby by tak, jakby w szranki stawały też babcie, niemowlęta, i cała reszta narodu. W mojej olimpiadzie brało udział 21 tysięcy młodych ludzi, realny zysk z tego ma 56 osób, było mi dane być 25, ale jak już wspomniałem wymagało to ode mnie skrajnego poświęcenia. Niezwykle doceniam Twój talent matematyczny jak i osiągnięcia. Ja do mojej olimpiady startowałem nie z miłości do polityki i zamiłowania do oglądania TVN-u 24, tylko, żebym właśnie sobie mógł powiedzieć “You can’t see me” do matury z wosu.
Odpowiadam na Twoje pytanie, co z resztą utalentowanych, pracowitych, ambitnych ludzi. Dalej szukać. Przez trzy lata z rzędu odrzucali mnie na Olimpiadzie Historycznej, to samo na angielskim, aż w końcu już tak tylko na dodatek sobie stanąłem do OWOPiSW i się udało. Należy pamiętać, że np. jak ktoś się interesuje polityką, to ma do wyboru olimpiade o UE, o prawach człowieka, o świecie współczesnym, pokrewną też z ekonomii i wcale nie musi oznaczać, że jak się na jednej “nie wbił” do tej złotej 50-tki to jest bez szans w innych. Próbować, próbować, starać się, próbować, robić coś z sobą, próbować, nie poddawać się i pamiętać, że kamień odrzucony stał się fundamentem, oto moja recepta. Być może ujdzie mi to na sucho, jeśli pochwalę się, że na swoim blogu, który za niedługo powstanie też będę poruszał takie “okołonaukowe” tematy.
Jeszcze jako świeżo upieczony abiturient. Tak się zastanawiałem, czy dobrze zrobiłem, że zawsze starałem się uczyć mniej więcej równomiernie. Przez to przez 24 semestry nie dostałem z żadnego przemiotu czwórki, ale z drugiej strony ktoś na moim miejscu mógłby się jakoś bardziej ukierunkować na jedną rzecz i np. od trzech lat wygrywać olimpiady. A w Polsce, Olga, olimpiady to nie tylko ideksy. To jest olbrzymia kasa. Niejednokrotnie pierwszy zgarnia ponad 20 tysięcy, w nagrodach łącznie z 40k. No i to jest na serio kwestia dyskusyjna – czy być generalistą, czy specjalistą. Póki co podoba mi się to, jak się rozwijał i chyba postawiłbym na taki ogólny rozwój. Czas na specjalizację to raczej studia, nie uważącie tak?
Na koniec chciałbym jeszcze zaznaczyć, że uważam, że dobrze jest jednak te szkolne lektury przeczytać. Alex, co myślisz np. o “Lalce”? W powyższym poście nie wytknąłeś Prusowi niestrawnego języka, ale kiedyś na głównym blogu dziwiłeś się, że jeszcze każą to ludziom w szkole czytać. Stwierdziłeś wtedy, że w tej książce jest dużo negatywnych wzorców. Jakie jest Twoje zdanie na dziś dzień? Czy jeśli w książce są negatywne wzorce, np. jak w Zbrodni i Karze, to czy czytający nie może ich odwrócić na pozytywne, np. na zasadzie: “Oho, zabił i było mu źle, no to nie będę zabijał”?
Pozdrawiam,
Łukasz Kasza
Alex:
Co do oceny szkoły, jest to w dużym stopniu prawda – jest ona w poważnym kryzysie. Problem tkwi, w moim przekonaniu, w nadmiernej egalitaryzacji polskiego szkolnictwa, która dramatycznie obniża poziom ogółu uczniów. Znaczne podniesie poziomu liceum np. poprzez podwyższenie progu zdawalności matury i zmiana jej formuły wydaje się niezbędna.
Doceniam Twoją inicjatywę z Biblioteką, uważam, że robisz znakomitą rzecz. Rozumiem również, że jest to blog “szkoleniowy”, który w dużej mierze skupia się na rozwoju konkretnych umiejętności przydatnych w biznesie, życiu, związkach. Nie oczekuję więc, że w Bibliotece znajdzie się Petrarca, Sofokles czy Prus – to nie to miejsce. Nie zgadzam się natomiast całkowicie z podejściem prezentowanym przez wielu uczestników dyskusji(w formie skrajnej przez Oresta). Jeżeli ktoś nie chce czytać klasyków, uczyć się języków, poznawać historii, matematyki, biologii, nauczyć się rozróżniać gotyk od romanizmu – to po co idzie do liceum? Dlaczego nie wybierze technikum lub szkoły zawodowej? Czy nie jest to marnowanie czasu własnego, nauczycieli a przede wszystkim tych, którzy chcą się uczyć?
Aleksie:
“Napisałeś: “Wydaje mi się, że to forum promuje jedyną słuszną wiedzę i to czego tutaj nie wypada to wychylać się, co poniektórym, z własnym zdaniem”
Co dokładnie chciałeś przez to powiedzieć?”
Wydaje mi się, że wielu czytelników Twojego bloga jest wpatrzona w Ciebie jak w obrazek i bezkrytycznie przyjmuje większość Twoich zaleceń bez przemyślenia jakie konsekwencje mogą one dla nich przynieść w przyszłości.
W kwestii Biblioteki zgadzam się z Jakubem. Aleksie, oferujesz bardzo cenną wiedzę, ale jak podkreślił Jakub jest to wiedza czysto specjalistyczna. Żeby się zabrać za zgłębianie wiedzy specjalistycznej wypadało by w pierwszej kolejności zadbać o swoją elementarną edukację, żeby się (jeśli już się rzeczywiście niczym nie interesujemy) nie wyróżniać (niekorzystnie) wśród ludzi wykształconych.
Aleksie, jak rozumiem obracasz się również wśród wielu osób na tzw. poziomie. Tym bardziej nie mogę zrozumieć Twojej pobłażliwości z stosunku do młodszych uczestników np. Oresta kiedy piszą, że nie znają wielu lektur z kanonu szkolnego. Napiszę prosto z mostu. Obracając się wśród osób na tzw. poziomie z pewnością wiesz, że takie wyznanie z dużą dozą prawdopodobieństwa określone byłoby jako przejaw ignorancji, co z pewnością nie wpłynęłoby pozytywnie na ich wizerunek. Co wówczas z ich karierą? Myślę, że powienieś wystarczająco dobitnie wyrazić swój stosunek do tego tematu, aby nie zrobić krzywdy wielu młodych ludziom, którzy czytają Twój blog.
Pozdrawiam – Ryszard.
Podłączę się do dyskusji, bo temat z tego grona mi chyba prawie najbliższy. Matura czeka mnie za rok. Siedzę w profilu matematyczno-fizycznym. W 1 klasie do nauki podszedłem jak w latach wcześniejszych, czyli skupiłem się po części na wszystkich przedmiotach, co pozwoliło mi uzyskać czerwony pasek. W tym roku odpuściłem sobie już kilka przedmiotów (biologia – masa pojęć, które po tygodniu z głowy ulatują, geografia – chociaż to akurat dla mnie bardzo logiczny i łatwy przedmiot, czy właśnie polski, tak mocno tutaj poddany pod dyskusję). Klucz oczywiście mnie trochę martwi, bo moje pomysły nawet chyba zbyt często odchodzą od schematów, z tego chyba wynika znowu matematyczny talent (niestety nie na takim poziomie, żeby zostać laureatem olimpiady – gratulacje Olga). Jednak odkąd powiedziałem swojej polonistce, że swoją przyszłość wiążę z matematyką i fizyką, a na pewno nie będzie mi po drodze z polskim, to wypomina mi to na co drugiej lekcji. “Polski musisz zdać i będziesz musiał”. I tak w drugiej klasie w całości przeczytałem tylko.. Zbrodnię i Karę. Resztę w formie mocno rozbudowanych streszczeń czasami wspartych filmami (Lalkę oglądałem z Łęcką graną przez jeszcze młodą Tyszkiewicz
). Dlatego też polskiego samego w sobie raczej się nie boję, boję się bardziej twórców klucza..
Jakby tego było mało, w 2 klasie zmieniono nam nauczyciela z matmy na emerytką, którą musieli przywrócić do życia. I ostatnio zacząłem mieć wrażenie, że w tym temacie się cofam, co mnie mocno zmartwiło. A jeszcze co do olimpiady, to chyba nie każdy może się przez kilka miesięcy wyrzec tylu rzeczy. Mnie jako pół-zawodowego piłkarza czekają w każdym tygodniu 4 treningi i mecz, co zabiera sporo, sporo czasu. Zrezygnować jednak ze swojego największego hobby, a wręcz ogromnej pasji? Nie wydaje mi się, aby w tej sytuacji było to właściwe posunięcie, tym bardziej, że mam zobowiązania wobec trenera i jego zawieść też nie wypada.
Alex,
Startowałem w tym roku w szkolnych wyborach na senatora, niestety nie udało się wygrać. Jednym z moich pomysłów (nie można tu raczej mówić o programie wyborczym) było właśnie całkowite zniesienie matury o czym wspomniałeś. A może chociaż zniesienie ‘przedmiotów obowiązkowych’? W przypadku zwycięstwa mógłbym o tym wspomnieć na mównicy w senacie, niestety nie udało się..
Mateusz, zgadzam się z Twoją nauczycielką i powtórzę za nią: “Polski musisz zdać i będziesz musiał”. Na całe szczęście. Być może nie przeczytasz nawet tych lektur (nie będzie Ci się przecież chciało wysilać), ale przynajmniej będziesz musiał zapoznać się z ich treścią, chcąc zdać maturę. Na całe szczęście, bo następnym pokoleniom szkoła będzie stawiać jeszcze mniejsze wymagania. Już teraz zresztą widać, że maturę może mieć każdy
Przyznam nawet rację Michałowi Koterskiemu, że maturę może mieć nawet “kretyn”, bo oczekiwany poziom wiedzy jest faktycznie żenująco niski. Pytanie tylko, czy unikanie pewnych przedmiotów wyjdzie Wam na dobre? Michałowi Koterskiemu nie wyszło, do czego przyznaje się w swoich wywiadach.
Aleksie: napisałeś: “Zgadzam się też, że oczytanie i ogólna wiedza o świecie jest potrzebna, ale proszę, to co daje szkoła to często karykatura!!”
Proszę, napisz co uważasz za oczytanie i wiedze ogólną? Co według Ciebie człowiek chcący aspirować do miana człowieka na poziomie, człowieka wykształconego np. ten przysłowiony maturzysta powienien sobie przyswoić, a z czego może zrezygnować? Sądząc po frekwencji młodszych czytelników w tym temacie, z pewnością ich to zainteresuje
Pozdrawiam – Ryszard.
Łukasz
Nie czytałem „Zbrodnii i kary” więc nie mogę się na jej temat wypowiadać
Generalnie jestem sceptyczny jeśli chodzi o zmuszanie młodych ludzi do czytania i analizy XIX wiecznych pozycji, w sytuacji, kiedy „leżą” zupełnie inne, bardzo ważne dla przeżycia kompetencje językowe.
Jakub
Orest wspomniał tylko o niechęci do lektur, reszte dostawiłeś, bo pasowało Ci do wywodu. Ładnie to tak?
Pisząc o Oreście a potem stwierdzając „jeżeli ktoś nie chce czytać klasyków, uczyć się języków, poznawać historii, matematyki, biologii, nauczyć się rozróżniać gotyk od romanizmu – to po co idzie do liceum? : dopuszczasz się małej manipulacji
Ryszard
Chyba nie do końca odpowiedziałeś na moje pytaniem, ale nie będziemy tutaj aż tak dokładni
Generalnie zgadzam się z Tobą, że dobrze jest być wszechstronnie wykształconym, oczytanym człowiekiem. Rozbieżności zaczynają się przy ustalaniu kolejności działań. Ty piszesz: „Żeby się zabrać za zgłębianie wiedzy specjalistycznej wypadało by w pierwszej kolejności zadbać o swoją elementarną edukację, żeby się (jeśli już się rzeczywiście niczym nie interesujemy) nie wyróżniać (niekorzystnie) wśród ludzi wykształconych. „
Ja twierdzę, że najpierw należy zadbać o uwolnienie się z nieadekwatnych do dzisiejszych czasów „map rzeczywistości” wtłaczanych nam przez ludzi, którym się nie chce uczyć życia na bieżąco, oraz zdobyć umiejętności potrzebne do tego, aby nie stać się ciężarem ekonomicznym dla innych. Do tego trochę doświadczenia w relacjach międzyludzkich, niekoniecznie według ponad stuletnich wzorców z literatury ojczystej.
Piszesz dalej: „Obracając się wśród osób na tzw. poziomie z pewnością wiesz, że takie wyznanie z dużą dozą prawdopodobieństwa określone byłoby jako przejaw ignorancji, co z pewnością nie wpłynęłoby pozytywnie na ich wizerunek. „
To zależy od tego, jak zdefiniujemy „Człowieka na poziomie”. Dla mnie na przykład (i wielu dobrych ludzi, których znam) znacznie ważniejsze od znajomości lektur szkolnych jest posiadanie kręgosłupa moralnego, jakiegoś spójnego systemu wartości, umiejętność precyzyjnego wyrażania swoich poglądów i uczuć. Do tego zdolność współpracy z innymi i ogólnie rozumiana przyzwoitość. Tych przymiotów szkoła zdaje się nie uczyć w wystarczającym stopniu. Ich brak może zablokować czyjąś karierę i dlatego zwracam na to uwagę na blogu.
Piszesz: „…. wielu czytelników Twojego bloga jest wpatrzona w Ciebie jak w obrazek i bezkrytycznie przyjmuje większość Twoich zaleceń …”
Myślę, że to nie jest tak. Wielu Czytelnikom podoba się to co pisze, bo pokrywa się to z ich obserwacjami otaczającego nas świata i ma dla nich „ręce i nogi”. To są inteligentni ludzie i gdybym zaczął pisać rzeczy nieprawdziwe, to szybko by się nasza wspólna przygoda skończyła.
Ważnym jest też to, że w przeciwieństwie do wielu „mędrców” zawsze podkreślam, że chodzi o mój osobisty punkt widzenia i każdy powinien używać swojego rozumu.
Jeżeli jesteś zdania, że to jest szkodliwe, to nic nie stoi na przeszkodzie, abyś zaczął pisać własny blog, na którym na poziomie będziesz przekonywał młodych ludzi do Twoich racji. Ja chętnie podlinkuję taką dyskusję, a w międzyczasie możesz bez problemu wykładać Twoje argumenty tutaj i zobaczyć jaki będzie odzew. To byłoby praktyczne zastosowanie języka polskiego, a nie akademicka dyskusja o “Panu Tadeuszu”
.
Na razie tyle
Pozdrawiam serdecznie
Alex
Mateusz
Niezależnie od tego co będziesz robić umiejętność skutecznego używania języków, w tym języka ojczystego będzie bardzo ważnym czynnikiem decydującym o Twoich szansach na szczęśliwe życie. Na ile nabycie takich umiejętności ma coś wspólnego z tym, czego uczą Cię na polskim musisz sam ocenić, tak czy inaczej dobrze będzie jeśli jakoś zadbasz o edukację też i w tym zakresie.
Ryszard
Proponujesz: “Proszę, napisz co uważasz za oczytanie i wiedze ogólną?”
Jeżeli miałbym to wyliczać, to byłoby to bardzo duże zadanie, do tego przedstawiające moje osobiste zdanie i nie uwzględniające indywidualnych potrzeb i preferencji każdego Czytelnika.
Te rzeczy, które uważam za istotne dla każdego piszę tak czy inaczej na blogu. To są przeważnie proste sprawy które kompletnie “leżą” i o które potyka się bardzo wielu ludzi. Zacznijmy od tego, bo może to wprowadzić taką różnicę w życiu Czytelników, że sama z siebie pojawi się potrzeba wszechstronnego uczestniczenia w kulturze, choć niekoniecznie przeczytania “Pana Tadeusza”
Dobrej nocy
Alex
Witam ponownie
Alex:
Myślę, że nie dopuściłem się specjalnej manipulacji – pozwól, że przytoczę słowa Oresta:
“A jeśli bycie “osobą na poziomie” wymaga znajomości sztuki, literatury, historii itd. to najwyraźniej nie mam zapędów do bycia “na poziomie”
”
Jak widzisz nie wspominał On wyłącznie o lekturach, ale także sztuce, historii itd.
Głównym celem tego komentarza było zwrócenie uwagi na to, iż wielu młodych ludzi ma bardzo złe zdanie o szkole średniej, nie stara się realizować materiału, nie czyta lektur -mimo to wybiera się do tego typu szkół. Ponowię pytanie: w jakim celu?
W pełni się z Tobą zgadzam co do istotności kręgosłupa moralnego, umiejętności radzenia sobie w życiu(zarówno społecznie jak i ekonomicznie). Są one niezwykle ważne i często decydują o naszym powodzeniu w życiu. Jednak pewne zaległości bardzo trudno nadrobić. Mam kolegę, który w liceum nie czytał jakichkolwiek lektur. Z dumą twierdził, że to dlatego, że są na liście lektur i przeczyta je wówczas gdy skończy szkołę. Nie muszę chyba dodawać, że do dziś nie tknął ani jednej. Wniosek z tego taki, że dla wielu ludzi jedyny moment obcowania z tym co nazywamy “kulturą wyższą” czy “elitarną” to szkoła.
Jakub:
“… Po pewnym okresie naturalnie wypada je jednak poznać, to znacznie ułatwi zmniejszenie ewentualnej bariery w nowym środowisku. Poza tym istnieje coś takiego jak kanon europejski, który jest jeszcze uczony w szkołach (przynajmniej w moim liceum był)..”
To musze przyznać, że nie zabrałam sie za czytanie polskich lektur i chyba wątpie, żeby kiedykolwiek mi się chciało zagłębiać we wspomnianego tutaj ‘Pana Tadeusza’ czy ‘Lalkę’. Mam tez awersję do literatury pisanej wierszami, zdecydowanie bardziej wolę prozę.
Co do mojego ‘oczytania’ – od małego uwielbiałam czytać, pochłaniałam książki. Przeczytałam większosć teog co było w naszej małej bibliotece w miejscowości: czytałam Wellsa, Dickensa i wiele innych ((juz nei pamietam – dawno i dużo tego było). Ale jak byłam w szkole – to był problem. Uczyłam się w czymś, co by odpowiadało liceum w Polsce, profil matematyczno-informatyczny. Dodam, że na Białorusi w szkole uczeń spędza 6 dni w tygodniu. I w takiej szkole miałam godzin z przedmiót zgodnych z profilem w sumie 8 tygodniowo więcej. Plus wymagane dodatkowe zajęcia. My już samym tym byliśmy mocno obciażeni. Ponieważ byliśmy ‘elitą’ szkoły, najzdolniejszymi uczniami, to i zinnych przedmiotów od nas wymagali więcej. I tu, jak się mówi, każdy kij ma 2 końce: z jednej stron chcieli, zeby zdolne dzieci ‘ogólnorozwojowo’ tez byli lepsi, ale z drugiej strony a co z ‘fizycznymi możliowściami’? Na dodatek mieliśmy 2 zestawy lektur: rosyjskich i białoruskich. Tego było mnóstwo, a ostatnie 2 lata – wsyztskie lektury były kalibru ‘Zbrodnia i Kara’, ‘Wojna i Pokój’ – tak samo wymagające i również opasłe tomy.
TEGO FIZYCZNIE NIE DAŁO SIĘ WSZYSTKIEGO PRZECZYTAĆ.
Co prawda wiele z lektur rosyjskich przeczytałam później, po zdaniu matury. Zauwazyłam taką ciekawą rzecz – w lekturach rosyjskich – ciekasze były te nie-współczesne (Dostojewski, Tolstoj, Sholohov,Pasternak etc). A z białoruskich nie-wspólczesne nie nadawąły się do przeczytania (co prawda było kilka pięknych lektur), ale większość niestrawna. Za to w miarę współczesna literatura mnie zdziwiła – pozytywnie.
Zgodzę się z Alexem, lektury powinny być, ale lepiej dobrane (może co parę lat trzeba weryfikować je?) no i objętościowo. Naprawdę fizycznie człowiek nie ma kiedy to czytać w takich ilościach. To po-pierwsze, a po-drugie, niektórue lektury przydało by się przeczytac, ale uważam, zeone czasmai są za wcześnie. Np “Zbrodnia i Kara” – czytają ją osoby mające 16 lat. W wieku 15-16 lat nie byłam w stanie przez nią przebrnąc, była za trudna i zbyt abstrakcyjna!
Łukasz,
Ja się też pozostałych przedmiotów uczyłam. Uczyłam się na tyle, że miałam bardzo dobre oceny, na niektóre przedmioty musiałam więcej czasu poświęcić, żeby mieć 5 (kujon jakiś ze mnie był ;o) . Każdy z pozostałych przedniotów znałam na tyle, na ile założyło nasze Ministerstwo edukacji.
Niestety u nas za olimpiady dostawało się tylko dyplom i książkę (to był jeden z tych lepszych prezentów), nie było nagród pieniężnych. Nigdy mi nie przyszło do głowy startowanie w innych olimpiadach (może widziałam jaka trudna jest z matmy i wiedziałam, ze nie ma szans, żebym radziła sobie tak dobrze w innych przedmiotach).
Podsumowując moje wywody:
Jestem za tym, że trzeba przeczytać trochę z klasyki, żeby uchodzić za wykształconą osobę. Ale dobieranie lektur w szole musi być lepiej przemyślane, na zasadzie lepiej mniej a sensowniej. Lektury musza być strawne. Nie narzucajmy na siłę dużej ilości lektur własnego kraju (patrz przykład Białoruskich) istnieje przecież równieź coś, co się nazywa kanon europejski.
Wczoraj rozmawiałem ze znajomymi na temat, który tu poruszamy i w pewnym momencie wspomniana została ta scena:
http://www.youtube.com/watch?v=nCMlvnUVA1E
Myślę że to wcale nie jest wcale bardzo odległe od tego co się dzieje w szkołach. Wierzcie lub nie,ale sam miałem okazję słyszeć tekst “co wy sobie wyobrażacie, ja mam małe dzieci!” jako wymówkę (chodziło wtedy o przetrzymywanie sprawdzianów przez kilka miesięcy) ;]
Pamiętam że dziwiło mnie że ta scena w ogóle jest omawiana na lekcjach polskiego. Chciałoby się powiedzieć “doktorze,lecz się sam” ;]
Ryszard, piszesz
“Mateusz, zgadzam się z Twoją nauczycielką i powtórzę za nią: “Polski musisz zdać i będziesz musiał”. Na całe szczęście. Być może nie przeczytasz nawet tych lektur (nie będzie Ci się przecież chciało wysilać), ale przynajmniej będziesz musiał zapoznać się z ich treścią, chcąc zdać maturę.
Bardzo ostrożny byłbym z zajmowaniem takich stanowisk. Mam wrażenie, że zajmujesz pozycję czlowieka, który “wie lepiej” co jest dla rozmówcy dobre (i to jeszcze jest dla mnie ok – może się zdarzyć tak że rzeczywiście jest – o tym przeciez dyskutujemy) natomiast prezentujesz swoj wlasny punkt widzenia jako prawdę ostateczną i jedyną z możliwych,właściwych dla odbiorcy opcji (co, swoją drogą, zarzucałeś przed chwilą Aleksowi).
Jeżeli uslyszałbym taką wypowiedź skierowaną do mnie to pomyślałbym sobie że:
a)rozmówca zaklada że jestem głupszy od niego i nie jestem w stanie sam dojść do tego co dla mnie dobre (i szkodliwe)
b)przyjmuje że nie jestem w stanie ponieść konsekwencji swoich wyborów i poczuwa się do misji uchronienia mnie przed nimi
Być może nie takie są Twoje intencje ale tak właśnie to odbieram. A piszę o tym bo z mojego doświadczenia a) i b) są dość popularne w systemie szkolnictwa,nawet tego średniego,a zdarza się to i w wyższym.
Ryszard:
Nie wypada nie znać geografii, biologii (jak słusznie zauważyłeś), matematyki, fizyki, a także tysiąca innych rzeczy, które jako ludzie chcący aspirować do kontaktów z ludźmi na poziomie powinniśmy znać.”
“Trzeba mieć wiedzę z każdej dziedziny, być wszechstronnym człowiekiem. Nie wypada nie znać literatury czy historii kraju, w którym przyszło żyć
Pozwolisz, że w dalszej części dyskusji będę odnosił się tylko do tego co Ty osobiście uważasz a nie do tego co wypada/nie wypada/trzeba/powinno się. To jedna z tych rzeczy, na którą Alex kiedyś mi zwrócił przy trenowaniu umiejętności używania języka… a co przyczyniło się do podniesienia jakości moich rozmów z innymi
“(…) i to czego tutaj nie wypada to wychylać się, co poniektórym, z własnym zdaniem” – właśnie tutaj milej jest, gdy “wychylamy” się z własnym zdaniem
Jakub:
Nie czytałem wielu lektur tak jak większość rówieśników, i tak jak ta większość uważam, że warto, aby inne pozycje książkowe służyły za podstawę edukacji.
“Nie zgadzam się natomiast całkowicie z podejściem prezentowanym przez wielu uczestników dyskusji(w formie skrajnej przez Oresta).”
Naprawdę uważasz, że moje podejście jest skrajne?
Ryszard:
“(…) jest wpatrzona w Ciebie jak w obrazek i bezkrytycznie przyjmuje większość Twoich zaleceń bez przemyślenia jakie konsekwencje mogą one dla nich przynieść w przyszłości.”
Spójrz chociażby na ostatni post o Kaziu… czy tam przyjmuję Alexa zalecenia bez przemyśleń?
“Żeby się zabrać za zgłębianie wiedzy specjalistycznej wypadało by w pierwszej kolejności zadbać o swoją elementarną edukację, żeby się (jeśli już się rzeczywiście niczym nie interesujemy) nie wyróżniać (niekorzystnie) wśród ludzi wykształconych.”
1. Czytać umiem – to jest elementarny warunek, aby czerpać z książek czy z tekstów pisanych.
2. Byłeś u mnie na blogu… zdaje się, że “niczym nie interesujemy” nie pasuje do mnie… a także z pewnością do wielu osób z którymi miałem przyjemność rozmawiać.
3. Wolę się korzystnej wyróżnić mając rozległą wiedzę praktyczną i szereg własnych przemyśleń i spostrzeżeń w tematach, które mnie interesują
Jakub:
Mój błąd!
Przed moim fragmentem o sztuce, historii itd. Ryszard napisał:
“Jak chcesz się odnaleźć w towarzystwie ludzi na tzw. poziomie nie mając np. tej elementarnej wiedzy o polskiej literaturze?” – wyobraziłem sobie takich starszych panów w cylindrach, na salonach którzy rozprawiają właśnie o poezji, literaturze, sztuce itd.
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Witam!
Pozwolę sobie wrócić do tematu matury. Zacznę po swojemu zadając pytanie: co to jest matura i jaki jest jej cel?
Dobrych kilkadziesiąt lat temu maturę nazywano “egzaminem dojrzałości do studiów wyższych”. W późniejszych czasach przydawka “do studiów” została usunięta i pozostał “egzamin dojrzałości”. Dojrzałości do czego? Ano dziś chyba nie bardzo wiadomo.
Kilka dni temu słuchałem wypowiedzi Dyrektora Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Opisywał on cel jaki postawiono przed maturą. Tym celem jest odsianie 15% młodzieży, która się do tego dużą dozą pewnością nie nadaje, możliwości studiowania. Jednocześnie ma umożliwić dalszy rozwój wszystkim pozostałym – i tym przeciętnym i tym bardzo wybitnym. Matura ma być znów “egzaminem dojrzałości do studiów”.
Ten sam Dyrektor przyznaje, że matura nie jest rozwiązaniem na wyłanianie i promocję talentów, bo jako egzamin masowy się do tego nie nadaje. Jednocześnie przyznaje, że w naszym systemie edukacji brakuje systemu wyłaniania, kształtowania i utrzymania osób wybitnych.
Moim zdaniem, do wyłaniania talentów mogą służyć olimpiady przedmiotowe, o których tu już wspomniano.
Ocenę matury (czy czegokolwiek innego) prowadźmy z punktu widzenia celów jakie się przed nią stawia. Oczywiście same cele możemy oceniać niezależnie.
Pozdrawiam,
Kuba
Witam
Orest:
Uważam, że jest to podejście skrajne, choć ,niestety, coraz powszechniejsze. Chodzi mi o Twoje samozadowolenie z faktu, że nie znasz podstawowtch lektur. Kiedyś nieznajomość lektur była raczej powodem do wstydu, zupełnie inaczej niż obecnie.
Oczywiście, do niczego nie można Cię zmusić. Mogę tylko stwierdzić, że wiele tracisz nie znając tekstów literackich – wiele z nich mogłyby również podwyższyć ową “jakość życia”, choćby duchowego.
pozdrawiam
Jakub
Oreście: czy to, że większość Twoich rówieśników nie czytała lektur traktujesz jako wymówke, usprawiedliwienie tego dlaczego Ty nie czytaleś? Życie nie znosi usprawiedliwień, co na pewno wiesz z tego blogu. Chcąc w życiu coś osiągnąć, chcąc wejść na salony, rozumieć świat, w którym się żyje wypada być człowiekiem wszechstronnym, wykształconym. Wypada brać udział w lekcjach języka polskiego, historii. Wypada przeczytać wspomnianego już tutaj “Pana Tadeusza” i wiele innych książek. Także po to, żeby dobrze czuć się wśród osób wykształconych. Zgadzam się z Jakubem, że w późniejszym czasie niezwykle trudno może Ci być nadrobić tę stertę zaległości ze szkoły jaka już dziś nad Tobą ciązy. I to może nie być korzystne dla Twojej jakości życia.
Oreście: nie chcę Cię oceniać czy krytykować. Zastanawia mnie tylko Twoje podejście. Bardzo chętnie zdobywasz wiedzę specjalistyczną, potrafisz ją wykorzystać w praktyce, ale zapominasz przy tym o wiedzy elementarnej jaką powien posiąść każdy wykształcony człowiek. Wydaje mi się, że przez Twoje obecne podejście możesz sobie narobić sporo kłopotów w życiu. Zobacz choćby jakie kompleksy ma wspomniany już w tym temacie Michał Koterski z powodu niedostatecznej ilości elementarnej wiedzy…
Nie chcę Cię nawracać, ale przemyśl proszę to co napisałem.
Pozdrawiam – Ryszard.
A propos wypowiedzi Jakuba Mendysa, to tak mi się nasunęło, że faktycznie – bodajże najpowazniejszy ranking liceów prowadzony przez jedno z czasopism politycznych sugeruje się w ocenie szkół osiągnięciami na olimpiadach. Może to stanowić argument na popracie tezy, że olimpiady są bardziej miarodajne od matur. A już na pewno szybciej “wyłapują” najbardziej pracowitych/zdolnych.
Pozdrawiam,
Łukasz Kasza
Jakub:
Kiedyś chodzienie w krótkiej spódniczce spod której było widać kolana było powodem do wstydu… dziś z pewnością chętnie spoglądasz na kobiety w mini. Ja wiedzę (i nie tylko) oceniam przez pryzmat przydatności, własnych potrzeb. Daleki jestem od wszelkich rekomendacji typu “trzeba/należy/powinno się/muszę”. Mam wolną wolę, rozum i chętnie z nich korzystam
Ryszard:
Mam do Ciebie generalną prośbę: rozmawiaj ze mną a nie rzucaj sloganami.
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Oreście: “Mam wolną wolę, rozum i chętnie z nich korzystam
” Tak, tylko pamiętaj, że do niektórych “błedów” czy “zaniedbań” możemy inaczej podchodzić teraz, a inaczej w przyszłości. Daję Ci jednak szansę i mam nadzieję, że jak najszybciej nadrobisz zaległości ze szkoły. Jesteś wciąż młodym człowiekiem.
Zgadzam się z Jakubem, że do niczego nie wolno Cię zmuszać. Mam nadzieję, że nie odebrałeś w ten sposób moich postów?
Pozdrawiam – Ryszard.
Witam
Orest:
Wytłumacz mi co takiego zdarzyło się w ostatnich latach, że znajomość lektur rzekomo straciła na znaczeniu? W czym one mogą przeszkodzić? W “rozwoju osobistym” lub “kreatywności”? W jaki sposób elementarna wiedza o Szekspirze czy Sienkiewiczu może zaszkodzić młodym ludziom?
pozdrawiam
Jakub
Ryszard:
Na chwilę obecną nie wyobrażam sobie, abym sięgał do literatury szkolnej… mam świadomość innych ciekawszych i wartościowszych pozycji, które chciałbym zgłębić
Ostatnie Twoje komentarze odebrałem jako indoktrynację na rzecz czytania pozycji z kanonu lektór szkolnych, w którym brakuje Twojego osobistego zdania, Twoich doświadczeń czy opisu jak to funkcjonuje u Ciebie i jakie przynosi to Tobie osobiste korzyści.
Jakub:
“Wytłumacz mi co takiego zdarzyło się w ostatnich latach, że znajomość lektur rzekomo straciła na znaczeniu?” Trudno mi odpowiedzieć. Może tak jak w wyżej zalinkowanym fragmencie Ferdydurke mówił Gałkiewicz, że nikt nie czyta tego z własnej woli, a uczniów się zmusza. To by mogło oznaczać, że poza obowiązkiem ich przeczytania nie miały większego znaczenia… choć to moja daleko idąca nadinterpretacja.
Czytając wspomnianą wyżej Zbrodnię i karę miałem nieustatanne wrażenie, jakby Dostojewski był pionierem w dziedzinie “brazylijskich telenowel”. I choć to było 5 lat temu i od tamtego czasu w dziedzinie rozwoju osobistego zrobiłem postęp, to wciąż nie dopatruję się w tym utworze rzeczy, które są warte naśladowania przez młodych ludzi.
“W czym one mogą przeszkodzić?” – jeśli już coś czytam to szukam czegoś, co będzie dla mnie wartościowe. Stwierdzenie, że przecież dany utwór nie szkodzi nie oznacza, że jest wartościowy. Jeśli zatem jest neutralny to szkoda na niego czasu.
PS: W międzyczasie u siebie napisałem post odnoszący się do naszej dyskusji.
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Witam,
Alex:
“Młodsze Koleżanki i Koledzy, nie dajcie się, odhaczcie jakoś tę chorą instytucję, a potem zacznijcie samodzielnie zdobywać niezbędną wiedzę i umiejętności.”
Jeszcze w czerwcu chodziłem do jednej z lepszych LO w Krakowie. Miałem fatalną klasę (w której spora grupa osób miała spore problemy z poprawnym i jasnym wyrażaniem swoich myśli) i cały szereg nauczycieli po których było widać, że przychodzą na lekcje w najlepszym przypadku po to, by przygotować ucznia do egzaminu…
Nie jestem Mały Kazio
i tym roku zacząłem naukę w lokalnej szkole IB Diploma Programme (program matury międzynarodowej)
http://www.ibo.org/diploma
http://en.wikipedia.org/wiki/IB_Diploma
Niektóre cechy programu:
- nauczanie wszystkiego w języku angielskim (poza literaturą)
- samodzielny wybór przedmiotów (w ramach grup przedmiotowych, np. matematyka musi być, ale uczeń wybiera poziom albo literatura musi być, ale uczeń wybiera język)
- nacisk na interdyscyplinarność – każdy ma w programie lekcje TOK (theory of knowledge), CAS (obowiązek aktywności pozaszkolnych), jest do zrobienia projekt doświadczalny z 3 przedmiotów naraz
- nacisk na własnoręczne eksperymenty z przedmiotów przyrodniczych
- dyplom IB jest akceptowany na bardzo wielu uniwersytetach w Europie
- nacisk na użycie “nowoczesnych” technologii (w pracach z matematyki jest osobne kryterium “use of technology”)
Ze szkoły jestem teraz bardzo zadowolony, mam też np. najlepszego matematyka jakiego miałem do tej pory (w ogóle nauczyciele są bardzo profesjonalni – widać, że im zależy).
Pozdrawiam,
Szymon B
Witam
Wydaje mi się, że dochodzimy do kluczowego pytania: jaki jest cel i zadanie szkoły? Kim ma być człowiek po zakończeniu liceum? Czy efektem końcowym 3-letniej edukacji ma być osoba pozbawiona jakiegokolwiek rozeznania w kulturze?
Orest:
“że nikt nie czyta tego z własnej woli, a uczniów się zmusza.”
Jest to oczywiste. Szkoła jest oparta z założenia na autorytecie, nie zaś na relacjach partnerskich. Gdyby 14-16 latkowie czytali wyłącznie to na co mają ochotę, zdecydowana większość nigdy nie sięgnęłaby po pozycje bardziej wartościowe, ambitniejsze lub dojrzalsze. A jeśli nawet, to wiele znaczeń, kontekstów pozostałaby dla nich niezrozumiała bez pomocy nauczyciela. Oczywiście, dopuszczam istnienie wyjątków, jednak mówimy o ogóle uczniów.
Książki, które wymianiłeś na swoim blogu (te których nie czytałeś) i im podobne, z pewnością mają pewną wartość praktyczną ( czytałem kiedyś “7 nawyków”), ale posiadają one zerową wartość kulturalną. Nie rozwijają one ani języka, którym się posługujesz, ani Twojego wrażliwości, ani nie dają ogólnej ogłady. Nie mówię, że nie warto ich czytać – warto, jednak nigdy nie będą one stanowić podstawy wyszktałcenia kulturalnego człowieka (w sensie obycia, rozległości horyzontów – nie zaś poprawnego lub grzecznego zachowania).
pozdrawiam
Jakub
Oreście: napisałeś, że: “Ostatnie Twoje komentarze odebrałem jako indoktrynację na rzecz czytania pozycji z kanonu lektór szkolnych, w którym brakuje Twojego osobistego zdania, Twoich doświadczeń czy opisu jak to funkcjonuje u Ciebie i jakie przynosi to Tobie osobiste korzyści.”
Korzyść jest niezaprzeczalnia. Jest to wiedza i świadomość. Uważam nadal, że chcąć się w przyszłości odnaleźć wśród ludzi na poziomie i wykształconych trzeba bardzo dużo czytać. I dobrze, jeśli nie są to w większości treści specjalistyczne.
W jakim celu napisałeś wyraz “lektury” przez “ó” ? Normalnie jest to błąd ortograficzny. Czy chciałeś coś ważnego wyrazić przez zastosowanie niepoprawnej pisowni?
Pozdrawiam – Ryszard.
Jakub:
Jestem zdania, że zadaniem szkoły powinno być przygotowywanie młodego człowieka do dorosłego życia… czyli dostarczać taką wiedzę i kształcić takie umiejętności, które pozwolą takiej młodej osobie sprawnie funkcjonować.
“Gdyby 14-16 latkowie czytali wyłącznie to na co mają ochotę, zdecydowana większość nigdy nie sięgnęłaby po pozycje bardziej wartościowe, ambitniejsze lub dojrzalsze.”
W chwili obecnej zdecydowana większość nie sięga (pomimo obowiązku). Mam podejrzenie, że w tym przypadku mogłoby być tak jak z armią – odkąd nie jest obowiązkowa to wzrosła ilość młodych, którzy sami idą. Wnioskuję, że jeśli znieść obowiązek czytania a wprowadzić szeroko zakrojoną akcję zachęcania to młodzież sama zaczęłaby sięgać do książek. Jakoś Harry’ego Potera czytają, choć nie jest obowiązkowy.
Wrażliwość, kulturę osobistą i ogładę lepiej uczyć się żyjąc… a nie czytając książki
Inną sprawą jest to, że system wartości (z czego później wynika kultura osobista) kształtuje się w pierwszych latach życia, nim człowiek pójdzie do gimnazjum czy liceum.
Ryszard:
“Korzyść jest niezaprzeczalnia. Jest to wiedza i świadomość.” – jak ta wiedza i świadomość przełożyły się na Twoją osobiście odczuwalną jakość życia?
“(…) “lektury” przez “ó”?” – zwykły losowy błąd, typowy dla mnie.
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Witam ponownie
Jakub piszesz
“Jest to oczywiste. Szkoła jest oparta z założenia na autorytecie, nie zaś na relacjach partnerskich.
Gdyby 14-16 latkowie czytali wyłącznie to na co mają ochotę, zdecydowana większość nigdy nie sięgnęłaby po pozycje bardziej wartościowe, ambitniejsze lub dojrzalsze. ”
Myślę że autorytet i relacje partnerskie wcale się nie wykluczają. Z własnych doświadczeń mogę powiedzieć, że jeszcze nie miałem autorytetu z którym nie byłbym w relacjach partnerskich.
Myślę że w przypadku szkół bardziej pasuje słowo “autorytaryzm” niż “autorytet” ;]
Jeśli chodzi o przymus jako lekarstwo na problem z nieczytaniem książek, które nazwane zostały tutaj wartościowymi, to sami widzimy że się nie sprawdza. Po co więc go utrzymywać?
Przyczyny tej nieefektywności są moim zdaniem (co najmniej) dwie i przewijają się w całej naszej rozmowie – po pierwsze z niewolnika nie ma pracownika i nikt na siłę się nie zachwyci, po drugie, znajomość tych książek najwidoczniej nie jest niezbędna.
Na koniec mały eksperyment myślowy który proponuję wszystkim, którzy uważają, że wiedza przekazywana na lekcjach polskiego jest elementarna i życiowo niezbędna każdemu człowiekowi na poziomie:
Czy moglibyście ustosunkować się do podlinkowanej przeze mnie sceny z Ferdyrurke ? Innymi słowy “Co autor chciał przekazać?” i jakie nauki, przydatne w życiu każdemu człowiekowi na poziomie(bo przecież pochodzące ze szkolnego kanonu) powinien wyciągnąć z tej sceny każdy pilny uczeń?
pozdrawiam ;]
Michał
Witam
Orest:
“Jestem zdania, że zadaniem szkoły powinno być przygotowywanie młodego człowieka do dorosłego życia… czyli dostarczać taką wiedzę i kształcić takie umiejętności, które pozwolą takiej młodej osobie sprawnie funkcjonować.”
Czy z tego wynika, że wiedza ogólna o świecie jest zbędna? Czy modelem proponowanym przez Ciebie ma być akulturalny fachowiec w jednej lub kilku dziedzinach?
Harry Potter jest to książka z pewnością popularna, ale prezentuje raczej to co niższe niż wyższe w literaturze. Nie twierdzę, by takich książek również nie czytać, ale osoba wychowana na Harrym Potterze będzię się zdecydowanie różniła od osoby która uczyła się na poważnych tekstach.
Muszę przyznać, że mam kłopot ze zrozumieniem przeciwstawiania wiedzy (scholastycznej) umiejętnościom. Brak wiedzy jest takim samym defektem jak brak umiejętności, dlaczego koncentrować się na jednym z pominięciem drugiego?
Michał Hubicki:
“Myślę że autorytet i relacje partnerskie wcale się nie wykluczają.”
Z pewnością nie, ale w żadnym wypadku nie są tożsame.
“Myślę że w przypadku szkół bardziej pasuje słowo “autorytaryzm” niż “autorytet” ;]”
Autorytaryzm to właśnie ustrój oparty na autorytecie.
Czy moglibyście wymienić mi umiejętności, które według was powinny być uczone w szkole średniej, które miałyby rekompensować brak wiedzy ogólnej?
Michał:
Myślę, że niemal każdy kto czytał Ferdydurke dopatrzył się jak Gombrowicz wyśmiewał wiele ówczesnych dziwnych obyczajów. Wiele z nich mamy i dzisiaj… i nawet ci co przeczytali wciąż je kultuwują, nie wyciągając nic z tego utworu
Jakub:
“Czy z tego wynika, że wiedza ogólna o świecie jest zbędna?”
O którym świecie mówisz? O planecie Ziemia, a co za tym idzie o wiedzy dotyczącej średniej rocznej temperatury na Grenlandii, głębokości Rowu Mariańskiego, o historii powstania Stanóch Zjednoczonych itd.?
Czy może o świecie tym otaczającym bezpośrednio nas, jak nowoczesna technologia, którą się posługujemy i posługiwać będziemy, jak prawo, podatki, ekonomia itd.?
Brak wiedzy nie jest takim samym defektem jak brak umiejętności. Całkowicie się zgadzam z Tobą, że brak wiedzy utrudnia rozwijanie umiejętności
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Czołem ;]
Jakub:
“Z pewnością nie, ale w żadnym wypadku nie są tożsame.”
Wcalę tak nie twierdzę, natomiast z Twojej poprzedniej wypowiedzi wynikało że je sobie przeciwstawiasz.
“Autorytaryzm to właśnie ustrój oparty na autorytecie.”
Jeśli do takiego znaczenia zawężasz znaczenie słowa “autorytet” w kontekście nauczania, to pozostaje mi przytoczyć aleksowe “let’s agree to differ” ;]
Orest:
W pewnym sensie to miałem na myśli przytaczając wcześniej powiedzenie o doktorze ;]
pozdrawiam
Michał
Witam
Orest:
“Myślę, że niemal każdy kto czytał Ferdydurke dopatrzył się jak Gombrowicz wyśmiewał wiele ówczesnych dziwnych obyczajów. Wiele z nich mamy i dzisiaj… i nawet ci co przeczytali wciąż je kultuwują, nie wyciągając nic z tego utworu
”
Owszem. Jednak sam Gombrowicz był wszechstronnie wykształcony i oczytany. Czy traktujesz ten fragment jako usprawiedliwienie dla nieczytania?
“O którym świecie mówisz? O planecie Ziemia, a co za tym idzie o wiedzy dotyczącej średniej rocznej temperatury na Grenlandii, głębokości Rowu Mariańskiego, o historii powstania Stanóch Zjednoczonych itd.?”
Nie popadajmy w absurdy. Znajomość “Pana Tadeusza” czy “Lalki” lub historii własnego kraju to nie to samo co średnia temperatura na Grenlandii. Znajomość podstawowych lektur to nie wiedza specjalistyczna dla wtajemniczonych. Poza tym bądźmy rozsądni – w zależności od wydania “Pan Tadeusz” liczy 250-300 stron. Czytając godzinę dziennie po tygodniu znasz całość utworu – czy to tak wiele?
“Czy może o świecie tym otaczającym bezpośrednio nas, jak nowoczesna technologia, którą się posługujemy i posługiwać będziemy, jak prawo, podatki, ekonomia itd.?”
Ależ właśnie o to chodzi by szkoła przekazała Ci wiedzę, która nie ogranicza się wyłącznie do codziennych zajęć. Nie taki jest sens edukacji szkolnej. Co do nowoczesnych technologii to raczej młodzi ludzie uczą starszych ich użycia, nie odwrotnie.
Michał Hubicki:
O stosowaniu słowa autorytet można wiele dyskutować, ale za bardzo odbieglibyśmy od głównego wątku. Dobrze, że spotkałeś takie osoby, które były jednocześnie autorytetem i partnerem.
Użyłem tego zwrotu “szkoła oparta jest na autorytecie” w innych znaczeniu. Chodziło o to, że w szkole, na uczelni są osoby które wiedzą i przekazują informacje (nauczyciele, wykładowcy) i Ci którzy nie wiedzą i je przyswajają (uczniowie, studenci). Tak więc uczniowie podlegają nauczycielowi, nie znajdują się oni na równej, “partnerskiej” stopie.
Jakub:
” chciałem Tobie i Ryszardowi coś w bardzo delikatny sposób przekazać. Jeśli razem z Ryszardem dacie mi przyzwolenie na otwarty i dosadny przekaz, to chętnie Wam to rozszyfruję
Pisząc ” (…) Wiele z nich mamy i dzisiaj… i nawet ci co przeczytali wciąż je kultuwują, nie wyciągając nic z tego utworu
O historii Stanów Zjednoczonych, o głębokości Rowu Mariańskiego i średniej rocznej temperaturze na Grenlandii uczy się w szkole, którą tak bardzo bronisz – gdzie tu popadanie w skrajność?
Wiedza specjalistyczna nie jest dla “wtajemniczonych” – nie w obecnych czasach, nie przy obecnym dostępie do wiedzy (chociażby internet)
“Ależ właśnie o to chodzi by szkoła przekazała Ci wiedzę, która nie ogranicza się wyłącznie do codziennych zajęć. Nie taki jest sens edukacji szkolnej.”
A właśnie ja jestem zdania, że system edukacji lepiej spełniałaby swoją rolę gdyby wpierw przygotowywał człowieka do życia we współczesnym świecie, a dopiero dorosłym ludziom fundował specjalizacje i wybór tego co chcą się nauczyć.
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Witam
Orest:
“Pisząc ” (…) Wiele z nich mamy i dzisiaj… i nawet ci co przeczytali wciąż je kultuwują, nie wyciągając nic z tego utworu
” chciałem Tobie i Ryszardowi coś w bardzo delikatny sposób przekazać. Jeśli razem z Ryszardem dacie mi przyzwolenie na otwarty i dosadny przekaz, to chętnie Wam to rozszyfruję”
Chyba nie sądzisz, że zacytowałem tekst, którego nie przeczytałem i nie zrozumiałem?
“O historii Stanów Zjednoczonych, o głębokości Rowu Mariańskiego i średniej rocznej temperaturze na Grenlandii uczy się w szkole, którą tak bardzo bronisz – gdzie tu popadanie w skrajność?”
Kończyłem szkołę nie tak dawno temu i nie przypominam sobie, by ktokolwiek wymagał ode mnie znajomości rocznej temperatury na Grenlandii czy głębokości Rowu Mariańskiego, choć egzekwowano wiele innych rzeczy. A historia USA zajmuje może kilka godzin lekcyjnych i są to w dużej mierze wydarzenia połączone z I i II Wojną. Jedyna (jedna) lekcja wyłącznie o Stanach dotyczyła Wojny Secesyjnej.
“Wiedza specjalistyczna nie jest dla “wtajemniczonych” – nie w obecnych czasach, nie przy obecnym dostępie do wiedzy (chociażby internet)
”
Przeczytaj jeszcze raz fragment w którym o tym piszę, a zobaczysz co mam na myśli.
“… a dopiero dorosłym ludziom fundował specjalizacje i wybór tego co chcą się nauczyć.”
A gdzie napisałem, by “fundować specjalizację” młodym ludziom? Wszystkie moje posty jak i posty Ryszarda dotyczą właśnie tego, by dać jak najszersze wykształcenie obejmujące historię, język polski, języki obce, matematykę, nauki przyrodnicze. Głównym celem liceum powinno być uformowanie przyszłego inteligenta, człowieka o nieco rozleglejszych horyzontach niż wypełnianie PIT-u.
pozdrawiam
Jakub
Jakub:
) wolę ten tydzień poświęcić na inną, według mnie wartościowszą pozycję
“Poza tym bądźmy rozsądni – w zależności od wydania “Pan Tadeusz” liczy 250-300 stron. Czytając godzinę dziennie po tygodniu znasz całość utworu – czy to tak wiele?”
Będąc rozsądnym (jak widać na swój sposób
“Wszystkie moje posty jak i posty Ryszarda dotyczą właśnie tego, by dać jak najszersze wykształcenie obejmujące historię, język polski, języki obce, matematykę, nauki przyrodnicze. Głównym celem liceum powinno być uformowanie przyszłego inteligenta, człowieka o nieco rozleglejszych horyzontach niż wypełnianie PIT-u.”
I o tym właśnie jest ta dyskusja, gdzie ja argumentuję swój pogląd na to, że szkoła lepiej spełniałaby swoją funkcję gdyby dostarczała tego, co niemal na pewno człowiek wchodzący w dorosłe życie napotka. Ty z Ryszardem argumentujecie za szerokim nauczaniem nawet z dziedzin, z którymi z pewnością się nie zetknę. Rozumiem Wasze argumenty i Wasze podejście, lecz nie kupuję ich
Po prostu zgódźmy się, że mamy inne oczekiwania, inne podejścia… obyśmy jednak życie ułożyli sobie tak jak chcemy i byli w nich cholernie szczęśliwi – tego Tobie, sobie i innym życzę
Pozdrawiam radośnie,
Orest
A ja na zakończenie dodam, ze dzisiaj napisałem ostatnią maturę i bardzo miło oceniam te egzaminy, zarówno poziomy rozszerzone, jak i podstawowe. Nie wiem, jaka była stara matura, ale jak dla mnie to nowa była bardzo, bardzo OK. No i teraz ten przyjemny odpoczynek. Dziadek zawsze mi mówił, żę Niemcy mają powiedzenie, że “najpiękniejszy wieczór jest po dobrze przepracowanym dniu”. Może Alex będzie umiał potwierdzić, czy tak się dalej mówi, ale właśnie taki wieczór mam przed sobą
.
Pozdrawiam pohistorycznie pomaturalnie
Łukasz Kasza
Jeszcze w kwestii nieszczęsnego “Pana Tadeusza” warto przeczytać ten tekst
http://wyborcza.pl/1,90914,6573776,Zosia__Telimena_na__Plebanii_.html
Pozdrawiam
Alex
PS: Zgadzam się ze stwierdzeniem autorki “Poecie – jak wiadomo – stworzenie różnych wizerunków kobiet wychodziło znacznie gorzej niż porównywanie włoskich cyprysów i litewskich brzóz czy Protazego i Gerwazego.”
Ciekawe dlaczego??? Kolejny teoretyk w tej kwestii??
Interesująca propozycje zawodowego nauczyciela dotycząca ludzi, którzy nie potrafią czytać ze zrozumieniem:
http://chetkowski.blog.polityka.pl/?p=729
Właśnie spędziłem jakieś 10 godzin na sprawdzaniu prac maturalnych z angielskiego. Moje refleksje na temat tego co wymaga się od młodzieży i za co daje się punkty sa, niestety, znowu dość gorzkie. Otóż:
1. Rozprawka o wadach i zaletach bycia dzieckiem sławnych rodziców – temat trochę sztampowy, ale ok, szkoda tylko, że akceptuje się najbardziej idiotyczne argumenty typu “dzieci słynnych rodziców są szczęśliwe bo mają fajne zabawki” a nie oczekuje się argumentów choć odrobinę bardziej wyszukanych;
2. Opowiadanie o awarii, która doprowadziła do propozycji pracy – trochę zawiły temat i znowu pies pogrzebany w szczegółach – otóż zamiast za dobre opowiadanie uznawać takie, które jest przemyślane, ma ciekawą pointę i jest skutkiem chociaż odrobiny twórczego talentu, musimy akceptować jako dobre opowiadania, które nie mają żadnego ładu i składu, wystarczy, że mają coś o awarii i cokolwiek o zmianie pracy.
Rozumiem, że chodziło, żeby dać szanse wszystkim, ale jeśli akceptuje się prace mierne i dostają one całkiem sporo punktów, to jest to jasny sygnał dla młodzieży, że nie warto celowac wysoko, wystarczy zadowolic się byle czym.
O równaniu w dół jeszcze słów kilka:
Będąc w piątek w bibliotece usłyszałem fragment rozmowy pewnej studentki, piszącej właśnie magisterkę. Spotkała się z ciekawym zastrzeżeniem co do swojej pracy: Promotorowi, któremu (jak sama nazwa wskazuje) bardzo zależało na postępach nauki swojej podopiecznej, nakazał jej przepisać jeden z rozdziałów. Uzasadnienie? Bo to ‘ma być praca magisterska a nie porywająca rozprawa doktorska i ona ma temat zmieścić w 20 stronach’.
I dobrze jej tak – za dużo i za dobrze napisała,niech się dostosuje ;]
Pozdrawiam
MH
Egzamin dojrzałości… świat zmienia się coraz bardziej i moim zdaniem edukacja również powinna się zmienić. Nie wspomnę o nas samych
Moim zdaniem uczelnie wyższe powinny mieć własne egzaminy i nie powinny wymagać ukończenia szkoły średniej. Liceum byłoby wtedy dla tych co chcą zdobyć np. ogólną wiedzę, a matura byłaby dokumentem potwierdzającym szeroką wiedzę z nauczanych przedmiotów. Z każdego przedmiotu byłby egzamin na koniec semestru. Na maturze byłby oceny końcowe z każdego przedmiotu. Dla przedmiotów, które są przez kilka semestrów byłaby wyciągana średnia +szczegółowe oceny z każdego semestru.
Jeśli chodzi o “co wypada a czego nie wypada” to wiele grup posiada takie wyznaczniki (mniej lub bardziej sprecyzowane) i chyba każdy sam zdecyduje czy chcę należeć do grupy gdzie “Nie wypada nie znać literatury czy historii kraju, w którym przyszło żyć
Nie wypada nie znać geografii, biologii (jak słusznie zauważyłeś), matematyki, fizyki, a także tysiąca innych rzeczy, które jako ludzie chcący aspirować do kontaktów z ludźmi na poziomie powinniśmy znać.”
Zawsze też można stworzyć własną grupę i z pewnością znajdą się chętne osoby do kontaktu na “naszym poziomie”
Witam! Tu macie polski przykład, jak osoba funkcjonująca w branży i zapewne nieźle prosperująca nie ma pojęcia na temat zagadnień ze swojej dziedziny poruszanych na maturze !!! Link (pierwszy film, 1:37′) http://deser.pl/deser/1,83452,6595222,Michal_Pirog_oblewa_mature_z_wiedzy_o_tancu.html
Czy uważacie, że to w porządku?
Riffi
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article373846/Maturzysta_musi_znac_ustawy_na_pamiec.html , http://www.beatapawlikowska.com/diary,list,2275.html
Prof. Mikołaj Rudolf z Wydziału Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego komentuje (treść opublikowana w internetowym wydaniu Gazety (www.gazeta.pl) zamieszczona w artykule pt. “Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci”).
“Błędy ortograficzne w pracach zaliczeniowych to standard. Studenci coraz częściej stosują zapis fonetyczny zdań, co znaczy, że w ogóle nie czytają. Studenci chemii mają problemy z przeliczaniem jednostek miary i wagi, niektórzy nigdy samodzielnie nie obsługiwali żadnych urządzeń laboratoryjnych, nie przeprowadzali najprostszych doświadczeń. Na pytanie, kto potrafi zmontować prosty obwód elektryczny, zgłosiło się kilka osób z kilkudziesięciu obecnych na wykładzie. Student III roku chemii nie potrafił powiedzieć, na jakiej zasadzie świeci żarówka.”
“Prof. Rudolf: – Większość z 20-latków ma fałszywe przekonanie o jakości swojej wiedzy. Dla nich wiedza równa się umiejętności znalezienia informacji w internecie. Wstukują hasło w Google’u i wydaje im się, że już coś wiedzą.”
“- Dlatego program jest przeładowany niepotrzebnymi wiadomościami. Nie wszyscy mają potencjał i ambicje uczniów wrocławskiej “czternastki”. W efekcie większość licealistów żongluje hasłami, lecz nie ma o nich elementarnej wiedzy – mówi prof. Rudolf. – Maturzyści znają pojęcie kodu DNA, za to 80 proc. z nich nie potrafi rozróżnić kłosów czterech najbardziej popularnych zbóż ani nie wie, jak powstaje cukier.
Wycinek z listu czytelniczki internetowego wydania Gazety (www.gazeta.pl) opublikowany w artykule pt. “Z każdym rokiem ze studentami jest coraz gorzej”
“Jestem z pokolenia czterdziestolatków i przerażają mnie studenci, z jakimi z roku na rok mam do czynienia. Początkowo jak trafiły mi się takie “okazy”, to brałam je za tzw. wyjątki potwierdzające regułę – jednak z każdym rokiem jest gorzej! To, że osoby zajmujące się ochroną środowiska – studia politechniczne, ścisłe – nie umieją ułożyć zwykłej proporcji do obliczenia stężenia roztworu, czy nie wiedzą, co to za symbol “Mg”, uważam za karygodne! I to nie są studenci I roku, tylko osoby kończące studia i piszące swoje prace magisterskie, potencjalnie za kilka lub kilkanaście miesięcy magistrzy i moi przyszli koledzy i koleżanki w branży! Pomijam, że zwykle nie mają żadnych zainteresowań, a podanie o pomoc w swoich pracach piszą mailem jak do kumpeli z trzepaka.”
Jak oni się dostali na studia? Po co studiują? Czym się zajmą po ich ukończeniu (je śli w ogóle ukończą)? Zatrważający jest ten brak podstawowej wiedzy…
Jakie są Wasze doświadczenia?
Pozdrawiam,
Mar.
W temacie. Zmiany zaszły, ale na gorsze.
Z artykułu pt. “Mielenie mózgu” zamieszczonego na łamach Dziennika:
“Dziennik zorganizował eksperyment. Dobre uczennice z dobrych liceów uczone przez dobre polonistki napisały starą maturę z języka polskiego, czyli po prostu wypracowanie. Okazuje się, że napisały na tróję. Posługiwały się ubogim słownictwem, nie wyszły poza schematy, wyraźnie bały się rozmachu, fantazji, erudycji. – To produkty nowego systemu nauczania – mówią eksperci poproszeni przez nas o przyjrzenie się zjawisku.”
“Ale zaraz potem jeszcze gorsza wiadomość. Okazuje się, że słabi uczniowie z nowych matur humanistycznych dostają w wielu wypadkach lepsze stopnie niż ci dobrzy, którzy na lekcjach wypowiadali się i pisali ze swadą.(…)”.
“Opowiada moja znajoma o swojej córce z drugiej klasy dobrego warszawskiego gimnazjum i o jej kolegach. – Na polskim, historii, WOS uczą ich pod klucz na egzaminie, więc może dlatego te przedmioty stały się tak przewidywalne i nudne. Mają się nauczyć trafiać w odpowiednie słowa, powielać myślowe kombinacje.
Inna moja znajoma ma córkę jeszcze w podstawówce. Czy w tej szkole uczą pisać po polsku? Tak, przecież szykują uczniów do pokonywania tak zwanych rozprawek. Wszystko musi być systematyczne i schematyczne, łącznie ze znormalizowanymi rozmiarami tekstów. Nie ma mowy o zabłyśnięciu, puszczeniu wodzy fantazji, wyjściu poza program. Być może taka dyscyplina ma nawet jakiś sens – przygotowuje do zwięzłego wyrażania myśli, idealnej umiejętności choćby dla dziennikarza. Ale przecież to niejedyna umiejętność, jaką powinniśmy nabywać w szkole. Bo równocześnie kształcimy ludzi bez wyobraźni, schematycznych, przewidywalnych.”
Mar.
Dziekuję za przykłady. Teraz powstaje tylko pytanie, co można zrobić, aby uchronić siebie od wpływu takiej “edukacji”.
Z drugiej strony, ponieważ jest ogólnie tak kiepsko, to podnosi to szanse tych, którzy coś potrafią
Pozdrawiam serdecznie
Alex
One Trackback
[...] ostatnich dniach dość intensywnie dyskutuję z kilkoma osobami pod jedną z Notatek Alexa – Niewiele się zmieniło (traktującą o maturze). Dyskusja potoczyła się w kierunku obowiązku przyswojenia sobie wiedzy tzw. [...]